|
Mam 54 lata. Jestem po dwóch zawałach, mam wstawione by-passy i dwa razy wstawiali mi stenty. Miażdżyca dalej postępowała. Siedziałem już tylko w domu w fotelu. Nie mogłem pójść nawet do kuchni. Czekałem, aż przyjdzie wieczór, a wieczorem bałem się poranka. Budziłem się z pieczeniem i kłuciem w klatce piersiowej. Garściami brałem Sorbonit. doustnie nitroglicerynę i nic nie skutkowało. Z dnia na dzień czułem się coraz gorzej. Nie było żadnych postępów w leczeniu. Lekarze powiedzieli, że nie ma dla mnie żadnego ratunku. Już czekałem tylko na śmierć. Żona dowiedziała się od znajomego, że podaje się kroplówki ludziom chorym na miażdżycę i choroba cofa się. Od tego znajomego dowiedziałem się, że zanim poszedł na terapię chelatową nie mógł już nawet chodzić. Dzisiaj ma 74 lata i znów zaczął jeździć na polowania. Twierdzi, że czuje się świetnie. Wtedy nie wiedziałem dokładnie o jakie kroplówki chodzi, ale bardzo chciałem sobie pomóc. Po pierwszych zabiegach nie zauważyłem żadnych zmian, ale po 14 kroplówce nastąpił przełom. Dzisiaj nie ma dla mnie różnicy czy mam do przejścia 10 czy 15 kilometrów. Czasem nawet próbuję biegać. Spaceruję z żoną dookoła Łomży, chodzę na ryby, jeżdżę na Mazury. Żona widząc jak świetnie się czuję wzięła profilaktycznie 6 kroplówek. Wcześniej narzekała na bóle rąk, nie mogła ich podnosić, dzisiaj nie skarży się na to.
Stanisław Kruczewski z Łomży
Przez 40 lat paliłam ok. 20 papierosów dziennie. Od dwóch lat cierpiałam na chromanie przystankowe (silne bóle nóg zmuszające do zatrzymywania się podczas chodzenia). Przed kilkoma miesiącami na palcu pojawiła się rana, która nie chciała się goić. Leczenie farmakologiczne nie pomagało, cała stopa zaczęła robić się sina. Po 10 wlewach ból ustąpił, a po 20 rana zaczęła się goić. Badanie kontrolne po 30 kroplówkach potwierdziło całkowite wyleczenie. Noga jest dobrze ocieplona, a chromanie przystankowe ustąpiło.
Zofia Rogalska, 58 lat
Pierwszy zawał miałem w wieku 36 lat, kilka lat później drugi, w końcu założono mi by-passy. Po kilku latach od operacji wykryto, że mam pozatykane żyły. Jedyne co lekarze mi poradzili to oszczędny tryb życia. Chelatację odkryłem dzięki mojemu psu. Na spacerze z nim znalazłem gazetę, w której opisana była metoda. Już po 12 zabiegach poczułem się lepiej. Wyrzuciłem leki, chociaż miałem je brać do końca życia. Wziąłem już 70 kroplówek i czuję się super! Krążenie mam w normie, zniknęły tzw. bóle wysiłkowe. Pracuję, biegam po schodach, chodzę na długie spacery z psem, pływam na desce windsurfingowej. Z leków biorę tylko witaminy i suplementy.
Ireneusz Fedor z Olsztyna
Chelatację polecił mi kolega, który miał problemy z chodzeniem. Po terapii zaczął dobrze funkcjonować. Poddałem się terapii profilaktycznie. Czułem, że puchły mi nogi, a że lubię biegać i to na długie dystanse, nogi muszą być sprawne. Terapia spowodowała, że puchnięcie nóg ustąpiło, a i ogólnie czuję się lepiej.
Jerzy Mizura
W roku 2001 przeszedłem zawał serca. Lekarze wypisywali mi recepty i co dwa miesiące kontrolowali stan zdrowia. Na codzienne bóle pomagała mi nitrogliceryna. Bałem się ruszyć choćby na krok bez tego lekarstwa. Były momenty, że bałem się czy dożyję do następnej wizyty. Najgorszy był pojawiający się każdej nocy ból pod mostkiem. Wówczas znajomy, który po operacji by -passów poddał się terapii chelatowej, poradził, abym też spróbował. Jestem zadowolony, że go posłuchałem. Dziś po 17 kroplówkach czuję się zdecydowanie lepiej. Ból zupełnie ustąpił, a ja się nie boję, że nie mam przy sobie lekarstw
Henryk Zakrzewski, 63 lata
Nie bardzo w to wierzyłem, ale chory człowiek chwyta się wszystkiego. Jestem po by passach, mam chorobę wieńcową. Nogi bolały mnie okropnie, miałem duszności, że dłużej nie mogłem chodzić. Lekarze nic już nie mogli zrobić. I wtedy znajomy pokazał mi ogłoszenie w gazecie. Nie wiedziałem co to jest i czy powinienem się temu poddać. Rozmawiałem z kardiologiem. Ten mi powiedział, że to nic nie daje. Ale spróbowałem. Od tygodnia nie biorę Sorbonitu pod język, nie bolą mnie już łydki i nie mam duszności. Szkoda, że zabiegów tych nie refunduje Narodowy Fundusz Zdrowia. Mimo, że chelatację trzeba płacić to zdrowie jest droższe od wszystkiego.
Mieczysław Konopka
Od sześciu lat cierpię na miażdżycę kończyn dolnych. Choroba postępowała w szybkim tempie i jeszcze do niedawna miałem problemy z chodzeniem, z dnia na dzień nogi stawały się coraz sztywniejsze, przez problemy z krążeniem bardzo zimne, a ból był coraz silniejszy. O chelatacji dowiedziałem się z prasy. Groziły mi by-passy, dlatego nie zawahałem się przed podjęciem kuracji. Teraz jestem już po 22 kroplówkach. Pierwszym efektem był fakt, iż bóle ustąpiły. Dziś spacerkiem pokonuję coraz większe dystanse, spadło mi ciśnienie, wróciło normalne krążenie, a nogi mam znów ciepłe. Najbardziej cieszy się z tego moja żona, bo znowu miło się do mnie w nocy przytulić.
Hubert Wołoszczuk z Nidzicy
|